Mam na imię Mariusz, urodziłem się 15 grudnia Roku Pańskiego 1972. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z przysłowia, że nie ma nigdzie lepiej jak u mamy w brzuchu. Nieświadomy tego, co mnie czeka, przyszedłem na świat.

W kolejnych etapach życia, jak prawie każdy, uczęszczałem do przedszkola, później do szkół, ale nie będę się o tym teraz rozpisywał. Zanim rozpocząłem samodzielne życie, jak każdy młody Polak, w roku 1992 przeszedłem szkołę życia jaką jest służba wojskowa - wspomnę o tym w innej części naszej strony internetowej.
W 1993 roku poznałem kobietę Danusię, z którą po roku znajomosci stanęliśmy na ślubnym kobiercu. Owocem naszego związku są nasze cudowne dzieci Hubert i Roksana. Kocham dzieci ponad życie i jestem gotów poświęcić im się bezgranicznie.
W chwili obecnej mieszkam w Anglii w mieście Grantham, a w Polsce mieszkałem w małym miasteczku Świnoujściu. Każdego emigranta najczęściej pyta się, dlaczego zdecydował się opuścić ojczyznę? Odpowiem tak: przykro to stwierdzić, ale ten kraj w moich oczach powinien nazywać się nie Polska lecz Pomyłka. Pomyłka dlatego, że rzadzą tym państwem sami złodzieje i bandyci i to przez nich opuściłem ten kraj. Polska, jako kraj "nie dała" mi nic, może za wyjątkiem kilku tysięcy długu, który bym chyba spłacał do końca życia lub przeszedł by na dzieci - a przecież my chcieliśmy tylko normalnie żyć. Bez zbytków(!), hulanek, czy swawoli - po prostu żyć.
W Polsce pracowałem w Porcie Handlowym Świnoujście, gdzie przepękałem 12 lat i uważam, że o 12 za dużo! Tak jak w naszym rządzie, Portem rzadzili sami złodzieje i kłamcy, którzy żerowali tylko na krzywdzie portowców. Właśnie ten Port zabrał mi Tatę z tego świata. Lekarz zakładowy nie alarmował w porę pojawienia się komórek rakowych, co w efekcie doprowadziło do ich rozrodu, a w efekcie śmierci człowieka, który dał mi życie. Nigdy PH Ś-cie tego nie wybaczę. Dla portowych decydentów nie liczyło się zdrowie człowieka tylko ile z niego będą mieli zysku. Ten żal do końca pozostanie w moim sercu.
Mój wyjazd do Anglii był trochę zwariowany. Byłem pełen obaw, gdyż czekała mnie choćby podróż samolotem, a ja lubię twardo stąpać po ziemi. Nie znałem ponadto kompletnie języka angielskiego, ponieważ w czasach, kiedy pobierałem nauki, naszym "przyjacielem" był Rusek i tego właśnie języka uczyli nas w szkole. W Anglii jestem od 8 marca 2005 roku. Po trzech miesiącach przyjechała do mnie żona wraz z dziećmi. Zdecydowałem się zostać tutaj, ponieważ myśl o powrocie do Polski napawa mnie przerażeniem. Wiem, że w Grantham mogę stworzyć dobrą przyszłosć dla moich dzieci, czego nigdy nie uczyniłbym w Polsce.
Moje dzieci, zapytane o to, czy chcą wracać do Polski, zgodnie odpowiadają NIE! Po prostu tutaj było nam dane przejrzeć na oczy i aż chce się żyć. Stresy i kłopoty na bok. Nie twierdzę, że Polska to brzydki i biedny kraj, bo wcale tak nie nie jest, ale... póki rzadzą Polską bandyci i złodzieje nie widzę możliwości spokojnego życia na ludzkim poziomie. Nie da się przecież wyżyć za uczciwie zarobione 600 złotych...
Bardzo tęsknię za Rodziną, którą zostawiłem w Polsce, ale z drugiej strony mamy teraz takie czasy, że odpowiednio wcześniej zaplanowana podróż, nie musi być wcale uciążliwa, ani finansowo, ani organizacyjnie.
Pomimo, że jest we mnie dużo goryczy to jednak jestem wesołym facetem, ktory kocha tańczyć, posłuchać dobrej muzyki. Lubię sport i turystykę. Ze sportu uwielbiam żużel, którego jestem fanem od dzieciństwa. Pamiętam jak dziś, gdy Tato zaprowadził mnie i mojego starszego brata Artura na pierwszy mecz żużlowy. Unia Leszno podejmowała wtedy Falubaz Zielona Góra - derby Wielkopolski.
I to chyba byłoby na tyle tytułem wstępu. Pracuję obecnie w fabryce Barford, gdzie produkujemy maszyny rolniczo budowlane. Praca do łatwych i lekkich nie należy, ale cenię ją sobie bardzo, gdyż teraz wraz z rodziną możemy żyć na poziomie godnym człowieka(!). Na koniec napiszę, że ten standard życia pozwolił nam na trzecie dziecko - Julia urodziła się się 3 kwietnia 2006r o godzinie 4.14. Po urodzeniu ważyła 3880 kg i mierzyła 50 cm!